Łączna liczba wyświetleń

12 czerwca 2021

17. WIEDZA



Od kilku dni przeglądając kolejne witryny internetowe, czytam o biskupach. Odpowiedzialni za poszczególne diecezje rządzą nimi, jak prywatnymi folwarkami. Decydują praktycznie o wszystkim. Jeśli mieć na uwadze jakiekolwiek gorszące układy z władzą, mogą wiele zdziałać. Doskonały tego przykład widoczny był w czasie (minionej?) pandemii. Biskupi mają głos, bo wydaje im się, że mają "rząd dusz". Wypowiadają się w każdych kwestiach. Odnoszą się do wierzących i niewierzących. Myślą, że zawsze mają rację. Stawiają diagnozy dotyczące chociażby młodzieży, nie wiedząc nawet jaka dzisiejsza młodzież jest. Żyją w swoich pałacach otoczeni przez świtę. Mają kapelanów, służących, kierowców. W polskich realiach inaugurują każde otwarcie parasola i święcą nawet pokrywy kanalizacji.

A ty, poznałeś swojego biskupa?

Kiedy przychodzi do "serca diecezji" - seminarium - przekonuje cię, że jest ojcem, któremu na tobie zależy. Pierwszy raz masz z nim bliski kontakt, kiedy zaprasza cię do siebie przed święceniami prezbiteratu i diakonatu. Siedzisz sztywno, odpowiadasz na zadane pytania. Żołądek ściśnięty ze stresu nie jest w stanie niczego przyjąć na uroczystym śniadaniu. Usłyszałeś od niego, że możesz przyjść z każdym problemem. Zapewnia, że chce rozmawiać i wysłuchać. Cóż jednak, kiedy nie ma klimatu sprzyjającemu temu. Ten ojciec nie daje ci swobody. Każdy kontakt z nim naznaczony jest myślami o tym, co może ci zarzucić i czego się przyczepić. To chore, bo wiesz, że w sumie wszystko starasz się robić dobrze, wywiązujesz się ze swoich obowiązków. Ale zawsze coś się znajdzie. Jego przeszywający wzrok będzie paraliżował. Gdziekolwiek się znajdzie, ma swoje wyznaczone miejsce, do którego nie mają dostępu inni. Na jego cześć w parafiach "malowane" są trawniki, naprędce tworzy się grupy duszpasterskie, dobiera się odpowiednich ludzi, którzy znajdą się w jego otoczeniu. Proboszcz otrzyma listę tego, co gość zje i w jaki sposób należy przygotować się na jego przyjazd. Przez cały czas jego obecności wszyscy będą dwoić się i troić, by było najlepiej. Bo co sobie pomyśli, kiedy tak nie będzie? Poci się proboszcz, pocą się wikarzy, poci się gospodyni, kościelny, organista. Jak tylko zamknie drzwi samochodu i wyjedzie poza bramę plebanii/probostwa, wszyscy odetchną. Księża ściągną sutanny, gospodyni wreszcie odpocznie. Naleją sobie piwa i powiedzą: "No, to na jakiś czas mamy spokój!". Gość z kopertą pojechał.

Wszystkimi w czasie wizyty biskupa kieruje życzliwość i gościnność, ale czy ktoś pyta, ile w tym wszystkim strachu? Biskup nie jest kimś, kogo chcesz spotykać. Bo jakiekolwiek spotkanie powoduje stres - co, jeśli będę źle ubrany? co, jeśli będę nieogolony? co, jeśli zupa będzie zła? co, jeśli nie spodoba się ornat...? Wiesz przecież, że przyczepić może się wszystkiego.

Ktoś powie, że funkcja zobowiązuje i tworzy naturalny dystans, ale czy PASTERZ nie powienen tego dytansu skracać? Może czasem warto zrezygnować z nabrzmiałego języka na rzecz kilku prostych zdań? Ilu pasterzy jest gotowych zrezygnować z przywilejów, żeby zbliżyć się do owiec? Ilu pasterzy - oprócz gadania o tym - faktycznie pachnie owcami? Ilu z nich można spotkać w parku, sklepie, czy w ogóle na ulicy?

No właśnie.

Jesteś na Mszy i po Ewangelii słyszysz, jak ksiądz zaczyna odczytywać list. Kiedy jeszcze listy powszechnie pisano, to oprócz tych urzędowych, w skrzynce pocztowej znajdowały się te od ukochanych. Ktoś napisał pozdrowienia z wakacji, ktoś opisywał swoje życie, prosił o coś. Pojawiały się listy z wyczekiwanymi odpowiedziami. Codziennie sprawdzana była skrzynka, żeby nie przegapić najważniejszych wiadomości. Teraz jesteś w kościele i słyszysz, że będzie LIST. To moment, kiedy kwitniesz wewnętrznie i pragniesz budować wspólnotę z ordynariuszem. Notujesz w głowie każde kolejne zdanie. Nie chcesz niczego stracić. Guzik prawda. Bez względu, gdzie siedziesz - w prezbiterium, czy nawie kościoła, masz ochotę wstać i wyjść. Zamykasz uszy, liczysz aniołki w ołtarzu i skanujesz sufit. Te słowa totalnie nie trafiają. Co więcej, często bulwersują, gorszą i zamiast wspólnotę budować - niszczą ją. W największe święta, kiedy w kościele liczba osób wzrasta, miejsce dobrej nowiny o Chrystusie zajmą tematy aborcji, niebezpieczeństw ze strony różnych ideologii, czy odmieniany przez wszystkie przypadki temat pandemii. Czytając taki list, odnosisz wrażenie, że pisał go ktoś od lat zamknięty w wieży, gdzie na półce znajdują się tylko książki z nauką Jana Pawła II. Mijasz więc kilka akapitów. Nikt ze słuchaczy się nie zorientuje, a może dłużej dzięki temu pożyją. Listy pasterskie, które mają mieć formę homilii, są jej brutalnym zaprzeczniem. Zamiast aktualizować naukę Kościoła, ciągle wskrzeszają to, co "ktoś kiedyś powiedział". To nic innego, jak zlepek (minimum) czterech stron cytatów i wezwań z wyczekiwanym przez wszystkich końcowym "Podpisał...". Jednym słowem DRAMAT pod każdym względem: archaiczny język, rozciąganie w nieskończoność, sztuczne "bracia i siostry" oraz pozór znajomości sytuacji tych, którzy owego listu słuchają. Powszechnie dzisiaj odchodzi się od pisania listów. Myślisz - szkoda, że trend ten nie dotyczy listów pasterskich.

Ile biskupi wiedzą?

Zadajesz sobie to pytanie, kiedy na światło dzienne wychodzą kolejne skandale. Paraliżuje jednak to, że w obliczu wielkiego zła nie reagowali oni, ale wszystko musiały upublicznić media. Trudno ci uwierzyć, że nikt nie wiedział o przekrętach finansowych, proboszczach żyjących z gospodyniami na wzór pary małżeńskiej, wykorzystywaniu kleryków, pedofilii... okazuje się, że wiedza nie zawsze służy prawdzie. To niesamowicie boli. Bo trudno ufać komuś, kto głosi Ewangelię, decyduje o losach innych i nosi w sobie wiedzę o takich sprawach. To nie jest moment, kiedy należy robić swoje i się nie przejmować.

Ale czy któryś ksiądz ma odwagę stanąć przed swoim biskupem i wezwać go do życia w prawdzie? Nie. Zbyt wiele jest układów i sznurków, które każdy może pociągnąć - wiesz o tym. Wiele przemilczysz, ocenisz w gronie innych księży. Dojdzie do stwierdzenia, że "pewne pokolenie musi wymrzeć". Potem wyspowiadasz się z tego, że źle mówiłeś o swoim biskupie. Jednak za kilka lat, ci sami komentatorzy prawdopodobnie pójdą po śladach swoich poprzedników. Trzeba twardego resetu i prawdy.

Primus inter pares?

1 komentarz:

  1. Przykro mi się patrzy jak KK się nisczy i jak sam to sobie robi, przez wiele lat był dla mnie bardzo ważny. Mam wrażenie, że mało kogo obchodzi tam wspólnota i dotyczy to zarówno kapłanów i świeckich.
    Byłam odpowiedzialna za oazę i mój rejon upadał, prosiłam o pomoc diecezjalnego - usłyszałam zapewnienie o pomocy i tyle by z tego było.
    No cóż ja znalazłam nową wspólnotę, spoza KK i nadal trwam przy Nim. Szkoda mi tylko tych wszystkich, którym ten dostęp do Niego jest zabierany.

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie posty