Łączna liczba wyświetleń

20 maja 2021

7. SZEŚĆ DNI



Powroty z terapii nie należą do nałatwiejszych. Żeby coś na nowo poukładać, trzeba to najpierw rozłożyć na - dosłownie - części pierwsze. Zamieniasz się więc w wielki plac budowy, gdzie ze starych materiałów będziesz budował nową budowlę - siebie. Każde kolejne pięćdziesiąt minut spotkania wydaje się krótsze od poprzednich. Dlaczego? Bo odkrywasz, że w tych wszystkich dotyczas odwiedzonych zakątkach życia, masz jeszcze dużo do znalezienia i nazwania. 

Zauważasz, że w świecie, który ocenia innych, musisz zawsze najpierw umieć ocenić siebie. Nie chodzi o potępienie, ale zauważenie tego, co powoduje twoje natychmiastowe szczęście albo przygnębia i wprowadza nieuzasadniony smutek. Uczysz się, że nie wszystko jest takie, jak ci się do tej pory wydawało. Zostajesz zaproszony do świata własnych myśli i przeżyć. Niczego nie musisz tłumić, ale raczej dla swojego dobra zrozumieć. Pytasz więc, dlaczego tak jest, dlaczego akurat tobie się to zdarza? To powoduje, że psychoterapia nie zawsze daje uczucie katharsis - błogiego oczyszczenia. Bywa, że wychodzisz z gabinetu w poczuciu beznadziei. Jesteś zdziwony tym, co przed chwilą powiedziałeś. Może wstydzisz się samego siebie i masz ciągle głowę pełną myśli. Wychodzisz stamtąd w poczuciu, że nie wszystko przecież powiedziałeś, ale czas mija, a inni czekają. Nie jest ci łatwo, nie jest przyjemnie. Doskonale przecież wiesz, że nikt ci miodu nie obiecywał. Jesteś jednak pewien, że akurat ten czas - trudny czas terapii - leczy rany.

Jest jeszcze pozostałych sześć dni, które łączą kolejne wtorki. Co wtedy? Robisz dalej to, co do ciebie należy. Nikomu na probostwie/plebanii nie mówisz, że chodzisz na psychoterapię, bo mogłoby to spowodować kpinę albo w oczach innych stałbyś się "psychiczny". Przecież wystarczy się dobrze modlić i spowiadać - wtedy wszystko będzie okej, wszystko się przetrzyma. Ciągle słyszysz, że psychoterapia jest czymś niepotrzebnym, wręcz złym. Jeśli jednak w ostateczności z niej chcesz skorzystać, to idź do psychologa katolickiego. Takie teorie powtarzają księża, powtarzają ludzie wierzący. Dwie nowenny, będziesz zdrowy!

Nie masz problemu z wiarą. Jesteś posłuszny. Przestrzegasz celibatu. Modlisz się, jak należy: medytacja, brewiarz, codzienna Msza i wiele innych. Chodzisz do spowiedzi. Czytasz duchowość i starasz się być jak najlepszym księdzem, ale jeśli przeżywasz kryzys, jeśli nie dajesz rady, to bądź pewien, że przynajmniej od jednej wierzącej osoby usłyszysz, że na pewno coś zaniedbałeś, że receptą są rekolekcje w zamknięciu. Z marszu więc wyszukujesz najbliższe turnusy i zapisujesz się na kolejne trzy - oczywiście, to tylko słaby żart. Niemo krzyczysz w stronę ludzi, żeby zobaczyli w tobie "coś więcej" niż tylko wiarę, celibatariusza, księdza, przewodnika, pasterza. Tym "coś więcej" jest człowiek, którym nie przestajesz być, a którego każdego wtorku próbujesz ratować. 

Dzieje się w tobie dużo. Jakbyś wlał wino do bukłaków. Wszystko zaczyna pracować. Naturalnie potrzebujesz z kimś pogadać, ale z kim? Badasz więc grunt i zaczynasz temat z przyjaciółmi. Po tym, co słyszą, ich krąg się zawęża. Niektórzy nie chcą słuchać o twoich wątpliwościach, czy fatalnych przeżyciach. Kiedyś taka reakcja z pewnością by cię zabolała. Dzisiaj wiesz, że oni kiedyś zaprzyjaźnili się z tobą - księdzem, a nie z tobą - człowiekiem. Trochę się smucisz, ale cieszysz się tymi, którzy dalej są z tobą. Szczególnie cenni są ci, którzy pozwalają ci milczeć, którzy dzwonią i nie oczekują paplaniny. Słyszysz ich oddech w słuchawce, pociągnięcia nosa ze wzruszenia. Wiesz, że płaczą razem z tobą, a nie próbują stawiać cię do pionu. Dziękujesz im.

Psychoterapia sprawia, że inaczej patrzysz na ludzi. Pozwalasz im po prostu żyć. Jakbyś widział więcej, jakbyś sięgał dalej. Stajesz się coraz bardziej tolerancyjny wobec słabości, niechęci, czy dziwnych zachowań, które nierozumiane przez innych, odkryłeś już w sobie.

To krok do tego, że zaczynasz się znowu uśmiechać.

5 komentarzy:

  1. Czy dobrze rozumiem, że na psychoterapię poszedł Pan jeszcze zanim opuścił kościelne kręgi ?

    OdpowiedzUsuń
  2. [Niemo krzyczysz w stronę ludzi, żeby zobaczyli w tobie "coś więcej" niż tylko wiarę, celibatariusza, księdza, przewodnika, pasterza. Tym "coś więcej" jest człowiek, którym nie przestajesz być, a którego każdego wtorku próbujesz ratować.]

    Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. W mojej opinii ludzie raczej szukają człowieka w księdzu. Im bardziej ludzki tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest konieczne zgadzanie się we wszystkim ze mną. Blog pisany jest z konkretnej perspektywy, która nie jest wymyślona. Bycie ludzkim nie zawsze jest takie oczywiste, kiedy spotykamy się z oczekiwaniami ludzi.

      Usuń

Wszystkie posty