Łączna liczba wyświetleń

22 maja 2021

8. SEMANTYKA



Dopiero kiedy zaczynasz ostrożnie przyznawać się, że korzystasz z pomocy psychologa, ludzie biorą cię na poważnie. Do tej pory mówienie o problemach, trudnościach, smutek, czy ciągłe zmęczenie, nie były dla nikogo sygnałem alarmowym. Na słowo "psycholog" atmosfera gęstnieje. Wymierzane są w ciebie kolejne pytania albo spojrzenia pełne "troski". Dlaczego w cudzysłowie? Bo troska ta w porażającej liczbie przypadków podyktowana jest obrzydliwą ciekawością, rodzącą późniejsze plotki. Niesamowite, jak łatwo da się wyczuć, kiedy komuś naprawdę na tobie zależy.

Chwilę przed przed trzydziestką dowiadujesz się nowych rzeczy o sobie. Słyszysz, że "możesz", że "masz prawo do", że "nie musisz". Co więcej, pod tymi słowami nie kryje się żadna pułapka. Jeśli możesz, to możesz - nic więcej, nic mniej. Inaczej niż do tej pory, kiedy "zaleca się", "należy", "usilnie się zaleca" ograniczały wszelkie twoje pomysły. Jakkolwiek by nie brzmiały, miały wspólny mianownik: MUSISZ. Jeśli zrobisz po swojemu, a - nie daj Boże - nie wyjdzie, zarzuci ci się brak posłuszeństwa, samowolkę i obarczy całą winą. Jeśli natomiast jakimś cudem się uda... to i tak na przyszłość lepiej, żebyś korzystał z zaleceń. 

O co w tym wszystkim chodzi? Żebyś po prostu nie stwarzał problemów. Od seminarium wiesz, że każdy, kto się nie wyróżnia, idzie prosto do święceń. Żadna skrajność nie wchodzi w grę. Nie powinieneś robić za dużo, ani za mało. Przekraczając zasadę w seminarium, zostaniesz wezwany przez przełożonych - to sytuacja najlepsza, bo jesteś świadomy wszystkiego albo prawie wszystkiego. Masz okazję cokolwiek skomentować przed kimś kompetentym, komu ufasz. Inaczej rzecz ma się, kiedy ktoś ci szepnie: "Mówi się o tobie". To najgorsze, co możesz usłyszeć, bo gdzie się mówi? Między przełożonymi? Między klerykami? A może inni księża coś o tobie gadają? "Mówi się" jest jak klatka. Nie wiesz nawet z której strony cię obserwują. To jakiś Big Brother. Stajesz się ostrożniejszy, bo nie chcesz narażać się na opinie. Robisz krok albo kilka kroków w tył. Dołączasz do szeregu. 

Przez sześć lat uczysz się posłuszeństwa względem decyzji przełożonych. Prosisz o kolejne posługi, oczekujesz odpowiedzi i idziesz dalej ku święceniom, bądź nie. Zostajesz w seminarium albo je opuszczasz. Formujesz się. Uczysz się wielu pięknych rzeczy. Budujesz wspaniałe przyjaźnie. Przeżywasz wiele na różnych płaszczyznach. Zdobywasz wiedzę. Rozwijasz się. Po święceniach przechodzisz na wyższy poziom posłuszeństwa - tego przyrzeczonego. Wszystko teraz uzależnione jest od biskupa i proboszcza.

Otrzymujesz dekret, który kieruje cię na konkretną parafię - to pierwszy z wymiarów posłuszeństwa. Tam masz działać. To miejsce szczególne, a ci ludzie są twoimi na jakiś czas. Potem będzie decyzja o studiach podyplomowych, które masz podjąć. Na wszystko musi zgodzić się biskup. Wszelkie plany nieustannie konsultujesz z proboszczem, który stał się twoją osobistą wyrocznią. W zależności, czy trafisz na histerycznego despotę albo - po prostu - współbrata w kapłaństwie, odpowiednio potoczą się twoje losy. Po kilku tygodniach będziesz wiedział, czy z dnia wolnego wracasz do "domu", czy do "kołchozu".

Życie szybko płynie, parafie się zmieniają, działasz w duszpasterstwie. Godzisz się na różne pomysły młodych. Chcesz być z nimi w tych przestrzeniach, które dla nich stanowią już całe życie. Jeden wygłosi internetowe rekolekcje, inny zgrabnie poprowadzi Q&A, kolejny będzie tworzył wirtualne katechezy. Czujesz, że to trafia. Masz kontakt z młodym Kościołem. Zapalasz się, przygotowujesz kolejne odcinki i nagle SMS: "Pasterz się troszczy", "Pasterz się martwi" albo "Pasterz nic nie wie". Myślisz: "Chwila? Jestem magistrem teologii, mam misję kanoniczną do uczenia w szkole, codziennie wygłaszam homilię, gadam z ludźmi w konfesjonale, prowadzę katechezy parafialne i... nagle od "wiedzy Pasterza" zależy pomyślność i sens tego, co robię?".

Acha. No tak, zapomniałeś. Już w seminarium pomyślność wszelkich inicjatyw zależała od tego, w jaki sposób przedstawisz je przełożonym. Najlepiej przedstawiać tak, żeby uznali, że tak naprawdę to ich pomysł. Dlaczego nagle po święceniach miało by się to zmienić? Zaczynasz rozumieć? Nie martw się! Na tym kończy się twój pomysł. Obrałeś złą kolejność.

Spróbuj szczęścia jeszcze raz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie posty