Łączna liczba wyświetleń

1 czerwca 2021

13. JA



W ostatnim czasie pojawiło się wiele komentarzy do kolejnych wpisów. Niesamowicie poruszył mnie jeden, który znalazł się pod postem 10. Gościnność. Nie potrafię wewnętrznie zgodzić się z jego treścią. Zastanawiałem się, czy jest to spowodowane moją obecną sytuacją, czy w ogóle patrzeniem na wiarę i życie. Doszedłem do wniosku, że nie zgadzam się z tym komentarzem jako człowiek.

Oto on:

W obecnych czasach nie jest łatwo być księdzem. Szczególnie jeśli jesteś uczciwy i niezdeprawowany. Sam przeżyłem niesprawiedliwe potraktowanie przez przełożonych kościelnych. Sam odczułem dłoń zboczeńca w koloratce na moim ciele... Sam byłem wikarym ponad rok na probostwie, gdzie ksiądz proboszcz traktował ludzi (i mnie) przedmiotowo... Jednak trzymam się dalej mojego powołania. Wiem, że w Kościele są Judasze. Ale więcej jest ludzi dobrych i świętych. A opisywanie tego typu historii może pomóc tylko Twojemu samopoczuciu psychicznemu. To się nazywa egoizm i chęć rozgłosu...

No, to po kolei:

W obecnych czasach nie jest łatwo być księdzem.
Szczególnie jeśli jesteś uczciwy i niezdeprawowany.

Przykro czytać takie stwierdzenie i to nie dlatego, że utożsamiam się z uciemiężonymi księżmi. Przykro, bo świadczy ono o tym, że - według autora - ze świeca szukać księży uczciwych i niezdeprawowanych. Nigdzie tak nie napisałem. Znam wielu fantastycznych księży, którzy każdego dnia naprawdę budują Kościół i walczą o Jego świętość. Dzisiaj nie tylko bycie księdzem jest trudne, ale życie w ogóle. Nikt nie ma łatwo. Skończmy wreszcie z tym stygmatyzowaniem "biednych księży". To facet, jak każdy inny. To, że społeczeństwo narzuciło i pielęgnuje pewne formy trakowania, a wręcz kultu, nie sprawia, że ksiądz jest nadczłowiekiem (chociaż niektórzy księża tak myślą i żyją). Każde czasy mają swoją specyfikę, ale nigdy, powtarzam nigdy, nie można w żaden sposób usprawiedliwiać zła! Prowadzenie tego bloga nie ma na celu wykazania świętości autora i podłości systemu. Jest indywidualnym świadectwem przebytej drogi, która związana była mocno z Kościołem katolickim.

Sam przeżyłem niesprawiedliwe potraktowanie przez przełożonych kościelnych. Sam odczułem dłoń zboczeńca w koloratce na moim ciele... Sam byłem wikarym ponad rok na probostwie, gdzie ksiądz proboszcz traktował ludzi (i mnie) przedmiotowo.. Jednak trzymam się dalej mojego powołania.

"Sam, sam, sam, jednak" - czy naprawdę piszący te słowa ksiądz nie posiada minimum empatii? Jak długo będziemy twierdzić, że "skoro ja dałem radę, to wszyscy dadzą radę!"?! To jest tak, jakby powiedzieć żonie krzywdzonej przez męża (albo na odwrót), że musi trwać przy swoim małżonku, bo ślubowała. I nie ważne, że codziennie dostaje baty - m u s i ! Otóż nie. Rzeczywistość nie jest taka prosta, jak może się wydawać. To, że ktoś doświadczając niesprawiedliwości, molestowania, czy chamstwa jest w stanie przejść nad tym do porządku dziennego wcale nie jest oznaką męstwa. To jest perfumowanie gówna - przepraszam za kolokwialne stwierdzenie. Pozwólmy wreszcie tym, którzy doświadczają czegoś złego, działać w wolności. Nie zgodzić się z obecnym stanem. Czasem ta manifestacja będzie po prostu odejściem. A to nie oznacza przegranej. 

Właśnie kilka lat temu, będąc u spowiedzi, zwierzyłem się z tego, że jeden z księży zaprosił mnie, by "wykazać się swoją znajomością francuskiego". Nie chodziło o dyskusję w języku francuskim, ale o potoczne określenie seksu oralnego. Mimo, że do żadnego spotkania nie doszło, wstydziłem się bardzo o tym mówić. Byłem roztrzęsiony, ale stwierdziłem, że gdzie, jak nie tu, mogę uzyskać pomoc? Usłyszałem od spowiednika: "Widzisz, ksiądz też jest człowiekiem i jak każdy ma swoje grzechy. Musisz mu wybaczyć i uczynić to swoim kapłańskim krzyżem. Ty i ja, też mamy swoje grzechy". Tyle. Potem padło pytanie, czy chcę o coś jeszcze zapytać. Odpowiedziałem, że to wszystko. Pokuta i rozgrzeszenie. Byłem w takim szoku, że nie potrafiłem wstać z klęcznika. Z cisnącymi się łzami do oczu, zdębiały wyszedłem z kofesjonału. Oczekiwałem pomocy, wsparacia, a usłyszałem usprawiedliwienie tego, który zniszczył mój obraz kapłaństwa. Powiem tylko tyle, że po tym wydarzeniu nie byłem półtorej roku w spowiedzi. Spowiednik zagwarantował mi taką traumę. Pewnie ktoś teraz napisze, że chyba nie rozumiem, czym ten sakrament jest, że nawiązywanie do spowiedzi jest niesprawiedliwe, bo tajemnica kończy jakąkolwiek polemikę. Oczywiscie, to racja. Nie zależy mi już na kłamstwie i polerowaniu rzeczywistości.

Jak więc bardzo - jako ksiądz - trzeba być nieludzkim, żeby napisać taki komentarz, skupiający się tylko na własnych odczuciach i nakazujący działanie według z góry narzuconego schematu? Nie rozumiem tego. Totalnie.

Wiem, że w Kościele są Judasze. Ale więcej jest ludzi dobrych i świętych.

Czy naprawdę krzywda jednego, kiedy pozostali mają się dobrze, jest nieważna? W żaden sposób nie umniejszam zasług ludziom dobrym i świętym. Wiem, że tacy są w Kościele, ba! znam takich. Czymś niesamowicie strasznym jest zestawianie i ważenie. DOBRZY - ŹLI = DOBRZY. No, więc jest powód do radości, bo wynik ciągle dodatni! Śmiech na sali. Świadomość obecności - jak napisał ksiądz komentator - choćby jednego Judasza, powinna niepokoić. Judasz zawsze chce zniszczyć to, co święte. Skąd więc kolesiostwo, krycie siebie nawzajem, układy i przemilczanie wielu spraw w imię wierności powołaniu?

A opisywanie tego typu historii może pomóc tylko Twojemu samopoczuciu psychicznemu. To się nazywa egoizm i chęć rozgłosu...

Zgodzę się, że pomaga samopoczuciu. Polecam. Przez wiele lat prowadziłem dziennik duchowy, gdzie wiele emocji znalazło swój upust. Dzisiaj piszę tutaj. Piszę dlatego, bo wiem, że wielu przeżywa to samo, co ja. Czy jest we mnie egoizm? Przyznaję, że satysfakcjonuje mnie to, że wielu czyta bloga. Cenniejsze dla mnie są jednak wiadomości, które odczytuję od początku jego powstania. Czytam historię księdza, który był molestowany, który zgłaszał sprawę do swego biskupa i w imię "posłuszeństwa" ma siedzieć cicho. Kolejny dziękuje za poprzedni wpis, bo non stop dostaje wiadomości od księży poszukujących rozrywek u kolegów z branży. Czytam zwierzenie dziewczyny, która w wieku szesnastu lat była molestowana przez swego wikarego. Molestowane były też jej koleżanki. Kiedy powiedziała o tym chłopakowi, a ten proboszczowi... wikary (nagle) zmienił parafię. Czytam wiadomości kleryków, którzy zmuszeni byli błyskawicznie skończyć formację, bo rektor się do nich dobierał, a im się to nie podobało. Bali się, że w pewnym momencie zajdzie to wszystko za daleko. Ciągle pojawiają się maile i komentarze. Dlaczego do mnie piszą? Czy to chęć rozgłosu? Prawdopodobnie wcześniej, nikt ich nie słuchał.

Prawdopodobnie wcześniej spotkali księdza, który w myśleniu podobny był do tego, który zostawił ten (komentowany przeze mnie) komentarz. I tak jakoś po ludzku... smutno.

Nie mierz innych własną miarą!

4 komentarze:

  1. Mam bardzo podobne odczucia w kwestii ukazywania dobra w KK. Mniej jest zła, więc jest dobro, a przecież nie tak to powinno funkcjonować. Co zrobiliście tym najmniejszym, Mnieście uczynili. Kropka. Choćby jeden był skrzywdzony to jest krzywda. Jest ból. Bardzo mało, prawie ogóle w kościele nie mówi się o psychice, która jest tak ważna.
    Pisz tego bloga, chłopie. Nie wszystkim się to będzie podobać i trudno.
    Niektórzy nadal nie zdjęli różowych okularów i będą szli w zaparte, ale w końcu będzie musiał nadejść czas zmiany w kościele.
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego zamilkłeś😕? Czy wszystko ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne wpisy będą się pojawiały 1/tydzien.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ok, dziękuję za odpowiedź. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.

      Usuń

Wszystkie posty