Łączna liczba wyświetleń

10 czerwca 2021

16. OBRAZ


Niektórzy czytając ten blog z pewnością odnoszą wrażenie, że znalazłem się na ostrym życiowym zakręcie. Tak, to prawda. Trzeba uważać, żeby nie wypaść z toru. Zdradzę jednak więcej, to nie jeden zakręt, ale cała ich seria. Za każdym kolejnym znajduje się coś nowego: trudna decyzja do podjęcia, rozpoczęcie wszystkiego od nowa, planowanie budżetu na kolejny tydzień, czy porządkowanie mieszkania. Na tej drodze pełnej zakrętów nie da się zatrzymać. Można jedynie odrobinę zwolnić i przygotować się na poszczególne manewry.

Tym razem czujesz jednak, że kierownica wypada ci z rąk. Problemem nie są zakręty, ale jazda w ogóle. Próbujesz się skupić na życiu i jakoś to wszystko układać, ale nie dajesz rady. Jakbyś zapomniał, w jaki sposób kierować. Zaliczasz kolejne nieprzespane noce. Godziny w łóżku dłużą się w nieskończoność. Kiedy niebo zaczyna jaśnieć, na chwilę zamykasz oczy. Po chwili dzwoni budzik, wstajesz. Poranny prysznic zapewni ci minimum świeżości - jakbyś zdechłą roślinkę polał z konewki. Lustro pozbawione instagramowych filtrów pokaże ci nowe siwe włosy, przekrwione oczy i wory pod nimi. Leniwie wyszczotkujesz zęby, żeby przynajmniej twój uśmiech był przekonujący. Użyjesz dezodorantu i perfum, których zapach oszuka zmysły napotkanych osób. Pasta na włosy i możesz ruszać na podbój świata.

Nie szata zdobi człowieka - znasz to powiedzenie, ale wiesz też, że jak cię widzą, tak cię piszą. Ubierasz się więc odpowiednio do zadań, jakie masz wykonać. Do wyboru: sutanna, koszula pod kolaratkę albo swobodny strój. W zależności od tego, co na siebie włożysz, bedziesz postrzegany przez innych. Od przemiłych rozmów i pozdrowień po wredne i świńskie określenia. "Szczęść Boże!", "Pochwalony!", "Pedał!", "Pedofil!". Do tego odpowiedni wyraz twarzy pozdrawiającego i... aż chce się żyć. Pytasz siebie, czym zasłużyłeś sobie na takie traktowanie? Oczywiście w głowie pojawi się milion cytatów z Pisma Świętego, mówiących o uciskaniu tych, którzy oddają się na służbę Bogu. W sercu jednak rodzi się złość na tych, którzy wykreowali taki właśnie obraz księdza. Powoli dochodzisz do wniosku, że jesteś "w nienawiści u wielu" nie ze względu na Chrystusa, ale ze względu na tych, którzy przez swoje życie wykrzywiają, a wręcz niszczą Jego obraz.

"Zło jest krzykliwe, a dobro ciche i pokorne" - usłyszysz, kiedy w towarzystwie innych księży nie zgodzisz się z postępowaniem niekórych. "Trzeba pamiętać, że jest wiele dobra!" - to kolejny wytrych. Ale czy naprawdę takie stwierdzenia usprawiedliwiają tych, którzy w sutannie, koloratce czy habicie dopuszczali się albo przyzwalali na zło? Oczywiście, że nie. Ciągle jednak będziesz takich wymówek słuchał.

Skąd więc te łatwe oceny? 

Cukierkowa rzeczywistość zbudowana na "co łaska" pozwala się nieźle ustawić w życiu. Niewiele musisz robić, a pieniądze i tak będą. Odprawisz codziennie jedną Mszę, może dodatowo pogrzeb i za miesiąc proboszcz wręczy ci kopertę z ofiarami. Czasem pojawi się dodatek w postaci ofiary za wypominki. "Ehh... tak symbolicznie... na waciki" - zakomunikuje ci proboszcz, który nawet palcem nie kiwnął, żeby owe ofiary od wiernych zebrać. Po otwarciu koperty zaczynasz przeglądać strony najdroższych drogerii, żeby odnaleźć waciki ociekające złotem. W ciągu roku czekają cię odwiedziny kolędowe i obchody chorych. Po takich wizytach i związanymi z nimi ofiarach "na benzynę", mógłbyś sprowadzać ją bezpośrednio z Zatoki Perskiej. 

Uczysz się podejścia do pieniędzy, których nie brakuje. Dostajesz je za podpisane zaświadczenie w kancelarii, zapewnienie o modlitwie, za wyczytanie nazwiska w czasie Mszy. W tych momentach nie działa żadne "nie trzeba". Ludzie po prostu dają swoje pieniądze. 

Znasz duszpasterzy, którzy całość swojej pensji przeznaczają na funkcjonowanie grup duszpasterskich. Remontują salki, zakupują potrzebne materiały, dofinansowują wyjazdy. Nie biorą niczego dla siebie, żyją z tego, co otrzymują w ramach szkolnej katechezy. Takich przykładów zobaczysz w swoim życiu wiele. Będą budować w tobie pewność, że jakoś to wszystko będzie, że na wszystko wystarczy. Część swoich pieniędzy oddasz na działalność charytatywną, stały przelew powędruje każdego miesiąca do jakiegoś zgromadzenia zakonnego. Będziesz gromadził te skarby, których nie zniszczy ani rdza, ani mól - jak napisano w Ewangelii. 

Oprócz przykładów chwalebnych, patrzysz też na tych, którym wiecznie "się należy". Należy się ofiara,  nowy samochód,  odpoczynek, wyjazd na luksusowe wakacje - należy się dosłownie wszystko. Nawet jeśli nie do końca jesteś przekonany, mimowolnie przejmujesz ten styl. Ludzie są przecież tacy wredni, to musisz odpocząć. Iphone? - wszyscy go dzisiaj mają. Przy okazji kupi się jeszcze inne gadżety z nadgryzionym jabłkiem. Najnowszy model samochodu? - pewnie! Komfort jazdy w czasie obchodu chorych jest najważniejszy. Przychodzi jednak moment, kiedy pytasz się... o co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego mimo powszechnej niezgody na obecny stan, nic się nie zmienia? Dalej będziesz słuchał o biznesmenie z Torunia, który od bezdomnych dostaje drogie prezenty, zobaczysz biskupa w najdroższych włoskich szatach liturgicznych, staniesz obok proboszcza, oblanego zapachem za ponad tysiąc złotych. To nie są plotki, to się dzieje.

W większości parafii wierni nadal nie wiedzą, ile wyniosła niedzielna zbiórka. Pytasz więc jednego z proboszczów, dlaczego? Sugerujesz, że może warto podać do publicznej wiadomości, jakie są przychody i wydatki parafialne? "Lepiej nie, bo jak się dowiedzą, ile zbieramy każdej niedzili, to nam będą dawać mniej". Inny stwierdzi, że "ludzie nie mają pojęcia o pieniądzach. Jak usłyszą, że zbieramy kilka tysięcy w jedną niedzielę, to nas zjedzą". W tym, co słyszysz nie ma żadnych kłamstw. Wyraźnie notujesz w głowie, że to MY wiemy, a ONI nie muszą wiedzieć. To MY działamy, a ONI mogą się włączyć w nasze działanie. MY oświeceni, ONI... 

Po prostu o pewnych rzeczach się nie mówi ze strachu przed... prawdą? przejrzystością? 

Niedopowiedzenia, przemilczane fakty, sprawne operowanie słowem, żeby nie powiedzieć za dużo. Taka codzienność rujnuje. Zmniejszy apetyt, wagę, chęć do życia. Pieniądze podziałają jak środek przeciwbólowy.

Ubóstwo, to nie dziadostwo!

5 komentarzy:

  1. Pieniądze i władza to zawsze będzie trudny temat. Kiedy dostaje się dużą gotówkę coraz częściej to człowiek po prostu przyzwyczaja się do wygody. I zamiast pieniądze zebrane w niedzielę uznać jako wspólne dobro (które może iść na rozwój kościoła, wspólnot, a może wsparcie najuboższych) to łatwiej chyba jakoś wziąć to za swoje.
    Rządzą nami takie mechanizmy, że czasem łatwiej nie wiedzieć jak funkcjonujemy. Niestety jest jak jest. Czy to ksiądz, wysoko postawiony urzędnik, czy szef firmy.

    Gdyby kościoły były budowane na relacjach to może wyglądałoby to inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, ale to jest tylko nad Wisla w ten sposob rozwiazane, ze pieniadze w Kosciele nosi sie w plastikowych reklamowkach. W Niemczech kazde euro jest zakatalogowane i kazdy w parafii wie doskonale, ile zarabia proboszcz, ile wikary i ile zebrano po koncercie charytatywnym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe jest to, że faktycznie mówienie o pieniądzach jest dziwne. W mojej parafii od zawsze proboszcz pisał w gazetce, ile zostało zebrane w trzecią niedzielę, kiedy ofiary idą na kościół. Szczególnie gdy zbieraliśmy na remont. Wtedy faktycznie widoczny był wpływ pandemii (bo pieniędzy zebrano mniej).
    Ale największe zdziwienie wśród znajomych z innych parafii budzi to, że oprócz mówienia o wydatkach i przychodach w Sylwestra na Mszy podsumowującej rok... w styczniu jest drukowane publicznie w gazetce zestawienie przychodów i rozchodów za rok poprzedni. Tam to dokładnie widać, ile i za co przyszło, ile na co poszło. Niesamowicie to buduje nasze zaufanie, ale doskonale wiem, że to rzadkość wśród parafii. Niestety.
    Mam wrażenie, że takie publiczne przyznanie się do wielkości pieniędzy, jakimi się obraca, pomaga w ostrożności i odpowiedzialności. Bo to jest odpowiedzialność.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Po takich wizytach i związanymi z nimi ofiarach "na benzynę", mógłbyś sprowadzać ją bezpośrednio z Zatoki Perskiej."

    🤣🤣🤣

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nie szata zdobi człowieka - znasz to powiedzenie, ale wiesz też, że jak cię widzą, tak cię piszą. Ubierasz się więc odpowiednio do zadań, jakie masz wykonać. Do wyboru: sutanna, koszula pod kolaratkę albo swobodny strój. W zależności od tego, co na siebie włożysz, bedziesz postrzegany przez innych.]

    I właśnie o tym pisałem w innym komentarzu. Chciałeś bracie by ludzie zobaczyli w Tobie poza celibatariuszem człowieka. Może też warto zobaczyć czy rzeczywiście chciałeś być takim widziany? Czy poza świątynią byłeś w spodenkach żeby pokopać z ministrantami w piłkę? Czy w dresie piekłeś kiełbaski na ognisku Oazowym? Czy brałeś rower by pojeździć po okolicy?

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie posty