Łączna liczba wyświetleń

28 maja 2021

11. DOBRZE




Kolejne minuty spędzam nad klawiaturą laptopa. Patrzę na pustą stronę i choć bardzo chcę, nie potrafię ująć myśli w słowa. W myślnikach wypisuję konkretne dobro, którego doświadczyłem w Kościele jako wierzący, jako ksiądz. Przypominam sobie duchowe wzloty, wspólnoty, ludzi, chwile. Jest tego naprawdę sporo, ale wewnętrzy opór zabiera słowa, przeszkadza w tworzeniu pięknych - jak poprzednio - zdań. Mimo wszystko próbuję, bo wiem, że brak takiego wpisu byłby niesprawiedliwy pod każdym względem. 

Do dokumentów składanych w seminarium dołączasz list motywacyjny, w którym wpisujesz: "Chcę być kapłanem, aby służyć Bogu i ludziom". Brzmią one niezwykle dojrzale, poważnie i wysoko ustawiają poprzeczkę. Skąd takie słowa u zaledwie dzięwiętnastoletniego młodzieńca? Stąd, że od kilku lat poznajesz piękny Kościół, który wypełnia całe twoje młode życie. Ten Kościół uczy cię przyjaźni, uczy cię spędzania wolnego czasu, uczy cię Boga. Pokazuje, że jest dla ciebie miejsce. Żyjesz w kościele Oaz, grup ministranckich, Dzieci Maryi. Angażujesz się w każde podejmowane dzieło, w którym uczestniczą twoi przyjaciele. Odkrywasz, że to, co wspólnie prowadzi was do Boga jest mocniejsze, niż wszystko inne. Po prostu, jest ci dobrze. Chcesz być taki, jak oni. Imponują ci. Pierwszy raz spotykasz księdza w miejscu innym niż kościół. Widzisz, że ten człowiek nie jest na stałe zrośnięty z ornatem. To ktoś z kim możesz normalnie pogadać, pośmiać się. Więcej - on poda ci rękę na przywitanie i pożegnanie. Wszedłeś w świat, który dla wielu pozostaje ziemią nieznaną. Patrząc na to wszystko, będąc częścią tak wspaniałej wspólnoty, klęczysz przed Bogiem na jednych, drugich rekolekcjach wakacyjnych i myślisz - "chcę Tobie i im służyć".

W swoim życiu spotkałeś i spotkasz wielu ludzi Kościoła, którzy będą cię inspirować. Pojawią się Ci, którzy onieśmielą cię pobożnością. Poznasz księży pokornych i oddanych swojej pracy, wręcz świętych. Staniesz się częścią rocznika, w którym będziecie wzajemnie o sobie mówić "bracia", co wynika z autentycznych więzi, a nie tylko z konwenansów. Stanie na twojej drodze wiele sióstr zakonnych zawsze gotowych pomóc i otoczyć modlitwą. Przygarną cię do swoich kręgów rodziny, które mimo wielu trudów ciągle trwają przy Bogu. To wszystko (a może i jeszcze więcej) nie pozwoli ci nigdy przyznać, że Kościół jest zły. Oprócz przykładów codziennych, zajrzysz do żywotów świętych. Wybierzesz tych jedynych, którzy będą drogowskazami na kapłańskiej drodze. Przeczytasz niejedną książkę, która wywróci wszystko do góry nogami. W czasie kolejnych rekolekcji, w zeszycie duchowym stworzysz nowy plan. Wpiszesz świeże postanowienia, określisz cele. Wiesz, że nie możesz być kopią, ale masz odkryć siebie w tym powołaniu, którym obdarzył cię Bóg. Czasem w ramach kierownictwa duchowego usłyszysz, że z pewnością masz w głowie i sercu przykład księdza, którego życie cię zainspirowało. Oczywiście, że tak jest. 

Każdy dzień kapłaństwa chcesz przeżyć tak, by inni dostrzegli w tobie świadka. Masz nadzieję, że może ktoś "pomyli cię z Chrystusem" - jak słyszałeś na jednej z seminaryjnych konferencji ojca duchownego. Cokolwiek robisz, wpływa na wizerunek Kościoła. Chcesz to robić jak najlepiej mając w pamięci to, jakie kiedyś na tobie zrobiono wrażenie. Katecheza szkolna z wykładu teologicznego zamienia się co raz częściej w przestrzeń dyskusji o sytuacji wiary, o Kościele, o księżach. Tłumaczysz, bronisz, chesz pokazać dobrą stronę tego wszystkiego. Są sytuacje, kiedy całym sercem jesteś z uczniami. Nie zgadzasz się z tym, co się dzieje w Kościele. Wiesz jednak, że zawsze lepiej powiedzieć mniej, a najlepszym podsumowaniem każdej dyskusji będzie stwierdzenie, że "na całe szczęście każdego z nas osądzi Bóg" - że sprawiedliwość i tak nadejdzie. Jesteś przekonany, że dobre przykłady popychają do robienia dobrych rzeczy. Po jakimś czasie przestajesz przepraszać za innych księży, przestajesz tłumaczyć ich postępowanie. Nie masz zamiaru bronić tych, którzy dopuścili się jakiegokolwiek zła. Stwierdzasz, że bez względu na wszystko pokażesz ludziom, że jesteś inny. Wiesz, że Ci to zobaczą i docenią. Dzięki tobie powiedzą, że nie jest wcale tak źle. Swoich uczniów przekujesz, że jest dla nich miejsce w Kościele. Sam przecież kiedyś je odnalazłeś. Widzisz błysk w ich oczach i czujesz, że ci ufają.

Tydzień później na kolejnych zdalnych lekcjach cisza. Nikt się nie odzywa. Wreszcie pytaniem "co się stało?" przerywasz milczenie klasy. Słyszysz: "Księże, tyle mówiliśmy o tym, że dla każdego jest miejsce w Kościele, a w ostatnią niedzielę nasz proboszcz nas wyrzucił. Zbieraliśmy na dzieci ze skarbonkami WOŚP. Po tym, co nam powiedział, nie poszliśmy już na Mszę do kościoła". W jednym momencie widzisz, jak zburzone zostało to, co każdego tygodnia z mozołem wznosiłeś. "Czy w pomaganiu chorym dzieciom jest coś złego?" - pytają uczniowie. Odpowiadasz, że nie. Sam zbierałeś razem z Orkiestrą. Chwalisz ich zaangażowanie charytatywne, dostrzegasz wielkie ich serca pełne czystej i prostej miłości - chcą pomagać. Ale tej niedzieli, coś w nich zgasło. Proboszcz zawalczył o kilka złotych więcej w koszyczku/na tacy, przeforsował swoją jedyną słuszną opinię na temat Orkiestry, zarzucił młodzieży wspieranie złodzieja. A oni... tylko chcieli pomagać, cieszyli się tym. Dostali prosty sygnał: tutaj nie ma dla was miejsca. 
A dla mnie?
 
Verba docent, exempla trahunt!

4 komentarze:

  1. I oczywiście w całym wpisie najważniejszy jest Owsiak. Jakie to przewidywalne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Proponuję wyjść do młodzieży i zadać im pytanie, dlaczego zbierają? Najłatwiej wyjść od swojego dorosłego punktu widzenia i kreować na siłę innym wizję świata.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nasz kościoł ma monopol na robienie dobra. Ciężko znieść, że ludzie, którzy nie są w kościele, którzy nie żyją według naszych zasad moralnych, też mogą zrobić konkretne dobro. Myślę, że to jest sedno nienawiści do Orkiestry.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piekny wpis o dobrym Kosciele..I ty-dobry ksiadz.. Dziekuje za serce.

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie posty